Chiang Mai zleciało mi jakoś wyjątkowo szybko. Kolejny dzień spędziłem na wykupionej w guest housie, wycieczce razem z poznanymi dzień wcześniej francuzami. Wycieczka jak wycieczka, w skrócie zwiedzanie farmy orchidei których jest pełno w całej Tajlandii, jazda na słoniach, która nie jest dla mnie jakąś specjalną atrakcją. Siedzi się na tym biednym stworzeniu, taj napierdziela go kijkiem po głowie, tak że zostają mu blizny do końca życia. A samemu trzeba się kurczowo trzymać ławeczki przywiązanej do jego tułowia, żeby nie spaść z niego. Miałem okazję już dosiadać słonia w 2008 pod Kanchanaburi, i wtedy sobie obiecałem że już więcej nie wykupię azdy na słoniu, bo szkoda kasy.
Potem było zwiedzanie wioski, jakiegoś tam lokalnego plemienia, które żyje dzięki turystom. Następnie był Rafting. Polecam to każdemu
Świetna zabawa. Akurat kiedy odwiedzałem Tajlandię kończył się monsun więc poziom rzek był naprawdę wysoki a nurt bardzo rwący, czyli najlepsze warunki do raftingu moim skromnym zdaniem. Przypominało mi to przejażdżkę kolejką górską. Nie ma opcji na wyjście suchą nogą z pontonu.
Następnie zabrano nas na wodospad, który był tak malowniczy że aż ciężko opisać to słowami. Ostatnią atrakcją była wizyta w dosyć specyficznej wiosce, w której kobiety wydłużają sobie szyje za pomocą pierścieni zakładanych na szyję od ich najmłodszych lat. Z tego co mi powiedziano zaczyna się to w wieku 5 lat. Na dobrą sprawę te kobiety są inwalidkami, niezdolnymi do przemieszczania się na dłuższe dystanse i większość życia spędzają w ich wiosce. Tak czy siak, wioska przypominała mi zoo tyle że bez klatek. Powstała wyłącznie w celu zarabiania kasy na turystach. Nawet nie pokusili się o zrekonstruowanie wioski, zbudowano tylko długą uliczkę, na której były same straganiki z pamiątkami. Na każdym ze straganów oferowano dokładnie to samo tylko po różnych cenach.
Nie mniej wycieczka raczej mi się podobała, wydałem na nią 1000bht i miałem zapełniony cały dzień.
Wieczorem wybraliśmy się na nocny market, wrzucić coś na ruszt i popić piwa. Może nie będę się rozwodził nad tym tematem. Jedzenie dobre a piwo zimne;) Wieczór zakończył się w tajskim masażem z olejkami, który polecam każdemu kto odwiedza Tajlandię. Przeciętna cena godzinnego masażu z olejkami to 300bht.
Kolejny dzień to było raczej włóczenie się po mieście, pstrykanie fotek itd. Więc nie będę też się nad tym rozwodził… najciekawsze dopiero nadchodziło – wyjazd do Kambodży.


Mały słonik bomba, długie szyje też robią wrażenie – na zdjęciu oczywiście